Izabela Sobańska

Nazywam się Izabela Sobańska i jestem Certyfikowanym Style Coach™, magistrem chemii kosmetycznej i Stylistką Codziennej Szafy. Pomagam kobietom maksymalnie dopasować zawartość ich garderoby do stylu życia, jaki prowadzą oraz wymagań, stawianych im przez pracę zawodową, a także pasje, które realizują.

Moje życie od zawsze było związane z ubraniami. Od wczesnych lat dziecięcych towarzyszyło mi krawiectwo. Stukot maszyny to dla mnie najpiękniejszy i najbardziej kojący dźwięk. Dorastałam w środowisku krawieckim – Babcia była niezwykle utalentowaną krawcową, moi Rodzice przez kilka lat także zajmowali się szyciem. Każdego dnia przyglądałam się mojej Babci. Obserwowałam jak zdejmuje miarę z klientek i tworzy dla nich piękne kreacje.

Najpiękniejszy dla mnie był zawsze moment odbioru.

Ten błysk w oku, kiedy klientka przegląda się w lustrze i dostrzega w sobie piękną kobietę. W wieku 6 lat dostałam na Gwiazdkę swoją pierwszą maszynę.

Wreszcie mogłam sama szyć ubranka dla moich lalek według własnego projektu. Kiedy poszłam do szkoły byłam przekonana, że aby dostać stałą pracę muszę zdobyć dobre wykształcenie. Były to czasy, kiedy sklepy z gotowymi ubraniami wyrastały w Polsce jak grzyby po deszczu.

Moje marzenie o pójściu w ślady ukochanej Babci pękło niczym mydlana bańka.

Trzeba było wziąć się ostro do nauki. Od drugiej klasy gimnazjum wiedziałam już, że moje studia będą związane z chemią. Początkowo w planach była farmacja, jednak ostatecznie wybrałam chemię kosmetyczną. Podświadomie wciąż chciałam upiększać kobiety.

Jeszcze przed ukończeniem studiów podjęłam pracę jako przedstawiciel handlowy włoskiej marki kosmetyków profesjonalnych. Jeździłam od salonu do salonu, od wizażystki do wizażystki przedstawiając możliwości kosmetyków, które miałam przyjemność sprzedawać. Uczyłam się od najlepszych osób w branży. Dowiedziałam się jak używać kosmetyków kolorowych oraz jak wykonać piękny makijaż krok po kroku. Doszło do tego, że na własny ślub makijaż wykonałam sobie sama.

Po pół roku pracy doszłam do etapu, w którym nie byłam już w stanie zwiększyć sprzedaży. Jednocześnie moje dochody nie wystarczały mi na pokrycie czynszu, nie wspominając już o zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Nastał wówczas w moim życiu okres, w którym imałam się różnych zajęć. Większość z nich głównie związana była ze sprzedażą, a pracę zmieniałam średnio co miesiąc. Za każdym razem na coraz lepszą zarówno finansowo, jak i pod kątem warunków pracy. W końcu po pół roku ciągłego odpowiadania na ogłoszenia trafiłam do butiku polskiej marki odzieżowej, jako asystent sprzedaży.

A jednak ubrania!

Doradzałam kobietom w czym wyglądają najlepiej. Sugerowałam jakie kolory są dla nich odpowiednie, jakie kroje pasują do ich sylwetki. Uczyłam się o najnowocześniejszych tkaninach używanych do produkcji ubrań. W końcu poczułam się bezpiecznie. Wprawdzie finansowo wciąż wystarczało nam z Mężem tylko na przeżycie, to byliśmy szczęśliwi. Mieliśmy wspólną pasję – taniec towarzyski, którym zaraziłam mojego Męża zapalonego pływaka. Trenowaliśmy trzy razy w tygodniu, przygotowywaliśmy się do udziału w turnieju tańca.

Wtedy pojawił się w moim życiu pierwszy kryzys. Z każdym miesiącem wymagania sprzedażowe rosły, a ja nie potrafiłam zmusić klientek, aby kupowały więcej niż potrzebują. Było to wbrew moim wartościom wyniesionym z domu. Tym samym przyczyniło się do podjęcia przeze mnie decyzji o odejściu z tej pracy. Minął wówczas już rok odkąd uzyskałam tytuł magistra chemii kosmetycznej. Przez cały ten czas aktywnie poszukiwałam pracy w laboratorium, niestety z marnym skutkiem. Nadszedł moment ważnych decyzji – przed moim Mężem pojawiły się nowe możliwości zawodowe i postanowiliśmy wrócić do naszego rodzinnego miasta. Ja zaś…

…bez żalu zdecydowałam, że przekwalifikuję się…

na zawód, w którym pracownicy są poszukiwani. Padło na księgową, do czego z pewnością przyczyniła się moja Mama. Gdy byłam mała zabierała mnie czasem do biura i pozwalała bawić się nieaktualnymi drukami do rozliczania wynagrodzeń pracowników. (Wspomnę tylko, iż były to czasy, kiedy nie było komputerów. Wszystkie księgowania odbywały się wówczas ręcznie na ogromnych połaciach papieru. Odkąd poznałam księgowość od podszewki do dziś nie potrafię wyobrazić sobie, jak to wtedy wyglądało.) Na zdjęciu czasy już bliższe nowoczesności – gram w pasjansa na komputerze 😉

Kiedy chodziłam do mamy do biura marzyłam, aby pracować tak jak ona i jej koleżanki. A że marzenia się spełnia(ją), to w końcu rozpoczęłam naukę w szkole policealnej na kierunku technik rachunkowości. Aż trudno było mi uwierzyć, że po kilku miesiącach, jeszcze w trakcie nauki, otrzymałam pracę w księgowości międzynarodowej korporacji. Uwielbiałam tę pracę ze względu na jej charakter – logiczne i analityczne myślenie, uporządkowanie, procesy. Moje szczęście nie trwało jednak długo. W związku z tym, iż była to umowa o zastępstwo, po czterech miesiącach byłam zmuszona się z nią rozstać. Wówczas pojawił się w mojej głowie pomysł, aby otworzyć własną pracownię krawiecką. Odkurzyłam maszynę, która od lat stała w szafie i służyła jedynie do drobnych poprawek.

Jednak plany wszechświata wobec mnie były zgoła inne.

Po kilku tygodniach otrzymałam telefon z korporacji z prośbą, abym wróciła do pracy. Wprawdzie na nieco inne stanowisko, ale ponieważ wykazałam się niezwykłą bystrością byli pewni, że poradzę sobie z nowym projektem. Zgodziłam się. Projekt dał mi nowe możliwości wykazania się, wymagał ode mnie niezwykłego zaangażowania i pracy po kilkanaście godzin dziennie. Jednak było warto. Kiedy doprowadziłam go do końca osiągając znacznie lepsze wyniki niż ktokolwiek oczekiwał, byłam z siebie niezwykle dumna. Moja pewność siebie poszybowała w górę, a ja do pracy fruwałam, jak na skrzydłach. Wszystko się usystematyzowało – miałam czas dla siebie i dla rodziny. Był to moment, w którym nieco więcej uwagi mogłam poświęcić na to, co kręciło mnie od dzieciństwa. Zaczęłam obserwować i doświadczać tego, jak strój wpływa na relacje w pracy. Sprawdzałam, co dzieje się, kiedy ubieram się tak czy inaczej. Bacznie przyglądałam się temu jak reagują na mój wygląd współpracownicy i przełożeni. Oprócz tego postanowiłam wesprzeć moich Rodziców w prowadzeniu Ich biznesu przejmując księgowość pod swoje skrzydła. Po czasie względnego spokoju w korporacji nastąpiła restrukturyzacja i zostałam oddelegowana do stworzenia działu analiz danych w łańcuchu dostaw. Otrzymałam nowe projekty, bardzo dużo się uczyłam, jednak to już nie było to. Coś mi w tej pracy nie pasowało. Nie ta energia, nie ci ludzie, nie te zadania. Mimo to…

…pracowałam jakby z rozpędu i nawet nie zauważyłam, kiedy moje poczucie własnej wartości spadło niemal do zera.

Wszystko mnie drażniło i frustrowało. Jedyna radość jaka pojawiała się wówczas w moim życiu miała miejsce podczas tańca. Przez cały ten czas pielęgnowaliśmy z Mężem wspólną pasję. Całe nasze życie było dopasowane do treningów, na które dojeżdżaliśmy 70 km w jedną stronę. Ja wstawałam o 5 rano, aby móc na 17:00 być już na sali. Opuszczaliśmy zajęcia tylko w wyjątkowych przypadkach. Mój kalendarz zapełniony był po brzegi. Miałam zaplanowaną każdą minutę życia i nie było w nim miejsca na żadne nieprzewidziane zdarzenia.

I wtedy pojawiła się w moim życiu choroba, która zmusiła mnie do zatrzymania się. Rok 2017 okazał się w moim życiu przewrotem. Przez kilka miesięcy próbowałam uzyskać diagnozę nieustannych bólów podbrzusza ściśle powiązanych z cyklem. Byłam zmuszona zrezygnować z treningów – mojej największej pasji i odskoczni, która pozwalała przetrwać mi najgorsze chwile. Chodziłam od lekarza do lekarza, z badania na badanie, byłam ciągłym gościem w laboratorium. Schudłam 10 kilogramów osiągając masę ciała 47 kg, z bólu niemal przestałam jeść. Przy każdej wizycie u lekarza słyszałam jednak, że wszystko jest ze mną w porządku. Za każdym razem padała także sugestia, że uroiłam sobie chorobę. Wpadłam w ciężką depresję, która zamknęła mnie w domu na wiele miesięcy. Czułam się bezsilna, że nikt nie potrafi powiedzieć mi co się ze mną dzieje. Bo, że dzieje się coś niedobrego byłam pewna. Nie uwierzyłam w diagnozę, że brzuch boli mnie ze stresu. Znam swoje ciało i potrafię odróżnić ból brzucha spowodowany stresem od typowo fizycznego bólu. W pewnym momencie jednak straciłam już zaufanie do siebie i swojego ciała. Przestałam odróżniać prawdę od urojenia i zdecydowałam się na terapię z psychologiem. Diagnoza pojawiła się przez przypadek podczas badania przyczyny kolejnego zapalenia pęcherza. Torbiel jajnika o średnicy 3,5 cm, podejrzenie endometriozy.

Całe szczęście wystarczyło leczenie hormonalne –

wywinęłam się spod skalpela…

i okazało się, że ból brzucha cudownie zniknął! Po kilku miesiącach leczenia ostateczna diagnoza została potwierdzona przez profesora ginekologii specjalizującego się w leczeniu endometriozy. Niestety to nie był koniec moich kłopotów ze zdrowiem. Aby nie było zbyt kolorowo pojawiło się u mnie także Hashimoto. I powtórka z rozrywki – kolejne badania, tabletki, złe samopoczucie, stres.

Odpowiednie leczenie, praca niezwykłej dietetyczki oraz wsparcie fantastycznej terapeutki sprawiły, że po pół roku doszłam do siebie. Wróciłam do swojej normalnej masy ciała, poznałam siebie na nowo i zdefiniowałam własne wartości. Wówczas podjęłam decyzję o opuszczeniu korporacji i spełnieniu swojego najskrytszego marzenia – własnej pracowni krawieckiej.

 

 

 

Odżyłam. Odbudowałam swoją pewność siebie. Na nowo zaakceptowałam swoje ciało, które nieco się zmieniło. Znów miałam mnóstwo energii oraz zapał do pracy. Rynek niestety (a może na szczęście) szybko zweryfikował mój pomysł na biznes. Okazało się, że w miejscowości, w której mieszkam nie ma potrzeby na indywidualne projekty. Mimo to doznałam niezwykłego spokoju ducha, bo spróbowałam,…

…odważyłam się pójść za głosem serca.

Wtedy przyszedł czas na wyciągnięcie wniosków z tej lekcji życia. Zaczęłam zastanawiać się, co tak naprawdę sprawia mi największą przyjemność w ubieraniu kobiet. Okazało się, że chodzi o ten błysk w oku, kiedy dostrzegają własne piękno – ten sam, który widziałam w oczach klientek mojej Babci. Całe szczęście w dzisiejszych czasach taki efekt można osiągnąć nie tylko poprzez szycie ubrań na miarę. Wystarczy odpowiednio dopasować gotowe ubrania do potrzeb kobiety. Tak powstał pomysł na to aby zająć się stylizacją.

Jednak sama stylizacja to było dla mnie za mało. Potrzebowałam czegoś, co sprawi, że pomogę kobietom nie tylko dobrze wyglądać, ale także zaakceptować ich ciało i pracować nad zwiększeniem ich pewności siebie. Dotarłam do skrytej na dnie mojego serca chęci pokazywania kobietom, jakim cudem są w każdej chwili swojego życia. Wtedy z pomocą przyszła mi moja biznesowa mentorka, która przez przypadek rzuciła:
– Czyli chcesz być takim coachem stylu?!
– Tak! – odpowiedziałam – Ale coś takiego chyba nie istnieje…?

Szybko okazało się, że jednak istnieje. (Wujek Google, jak zwykle nieoceniony w poszukiwaniu najdziwniejszych rzeczy.) W ten właśnie sposób trafiłam na stronę Style Coaching Institute w Londynie i już wiedziałam, że to jest to! Po pół roku nauki ukończyłam z wyróżnieniem najbardziej innowacyjny i prestiżowy kurs dyplomowy w zakresie stylizacji uzyskując tytuł Style Coach. Od tej pory…

…pomagam kobietom dopasować strój do stylu życia i osobowości.

Wspieram je także w akceptacji swojego ciała oraz budowaniu wewnętrznej pewności siebie. Stąd pomysł, aby stworzyć program, podczas którego kobiety przechodzą podróż wgłąb siebie i odnajdują swój naturalny styl.

W ostatnim czasie postanowiłam także wykorzystać swoje doświadczenie taneczne. Ukończyłam kurs instruktora gimnastyki korekcyjnej i prowadzę indywidualne treningi, podczas których kobiety poprawiają swoją prezencję. Opracowałam autorski program, w którym poprzez proste ćwiczenia uzyskuje się długotrwałe efekty prawidłowej, pewnej siebie postawy ciała przy minimalnym wysiłku fizycznym.

W końcu jestem tym, kim chciałam być od zawsze – pomagam kobietom dostrzec i pokazać światu piękno, które noszą w sobie.

To właśnie moja życiowa misja.

Wierzę, że każda kobieta zasługuje na to, aby czuć się pięknie i wyjątkowo każdego dnia.

Jeżeli doczytałaś ten tekst do samego końca jest mi bardzo miło i serdecznie Ci gratuluję, bo wiem, że nie należy do najkrótszych. Jeśli masz ochotę podzielić się ze mną swoją historią napisz do mnie na izabela@stylistkacodziennejszafy.pl – bardzo chętnie poznam Cię bliżej.

Skontaktuj się ze mną

1 + 11 =